Menu główne:

Leszek Mieszczak - poezja


Idź do treści

Ks.Jan Twardowski

Ulubieni Poeci




Ks. Jan Twardowski
-poeta naszego życia-







"pisanie wierszy to przede wszystkim szukanie przyjaciela, nawiązywanie kontaktu z drugim człowiekiem"

"wiersz podobnie jak wiara oczyszcza człowieka"



















2006 rok,18 stycznia, początek nocy, dla jednych koniec życia, dla innych nowy początek. Tak wielu w tym dniu ludzi odeszło w drogę powrotną, ale i tak wielu minęło się z nimi przychodząc tu do nas ciągle istniejących w tym czasie. Ks. Jan Twardowski to ktoś wyjątkowy, choć za wyjątkowego się nie uważał, ponieważ był zwykłym jak my człowiekiem. Urodził się 1 czerwca 1915 roku w Warszawie. Miał trzy siostry: dwie starsze i jedną młodszą, które jak wspomina były dobre jak dobrzy byli ich rodzice. Głęboka pobożność matki dominowała w tej kochającej się rodzinie.
"Patrzę na swój tak odległy w czasie dom i nie widzę w nim okrutnych ludzi. Nie wyrastałem w strachu przed złem, nie ścigało mnie ono w dzieciństwie ani na jawie, ani we śnie".
Rósł w dobrej atmosferze a z perspektywy czasu nazywa siebie w tym okresie rozpieszczonym dzieckiem Pana Boga.
Był swego rodzaju samotnikiem stroniącym od bujnego życia towarzyskiego. Od wczesnego dzieciństwa pasjonowała go przyroda, zachwycał się wszystkim, całym otaczającym go światem i czuł się w nim swobodnie. Znajdował tam spokój i pewność siebie, której brakowało mu w kontaktach z innymi. Nieśmiały nie eksponował swoich możliwości, które w nim tkwiły. Częste wyjazdy do brata matki umożliwiały mu kontakt z naturą tak uwielbianą.
Chłonął sobą przyrodę uczył się rozpoznawać zwierzęta i rośliny a wraz z wiekiem rozpoczął swoje spotkanie z książkami przyrodniczymi i historycznymi. Nie stronił od baśni zwłaszcza Andersena. Później czytał już właściwie wszystko: Kraszewskiego, Reymonta, Żeromskiego, Sienkiewicza, Prusa, Orzeszkową, nawet Radziewiczównę. Nie przepadał za Gombrowiczem.
Fascynowała go poezja Syrokomli, Słowackiego, Mickiewicza, w późniejszym okresie Lenartowicza, Lechonia, Baczyńskiego, Kamieńskiej, ks. Baki. Nie zapominał o Miłoszu, Różewiczu, Herbercie, Szymborskiej. Lubił humor Kornela Makuszyńskiego i Marka Twaina. Ukończył państwowe Gimnazjum Matematyczno-Przyrodnicze w Warszawie i tam w roku 1936 zdał maturę. Już jako licealista próbował pisać wiersze. W latach 1931-1936 był współredaktorem pisma młodzieży szkolnej "Kuźnica Młodych", w 1937 roku rozpoczął studia polonistyczne na Uniwersytecie Warszawskim, w tym też roku wydał swój pierwszy tomik wierszy zatytułowany "Powrót Andersa". Podczas wojny walczył jako żołnierz AK, uczestniczył w powstaniu warszawskim.

W 1945 roku wstąpił do Seminarium Duchownego w Warszawie, święcenia kapłańskie przyjął 4 lipca 1948 roku. Rok później ukończył studia polonistyczne, pisząc pod kierunkiem prof. Wacława Borowskiego prace magisterską o "Godzinie myśli" Juliusza Słowackiego.
Pierwszą parafią ks. Twardowskiego był Żbików, peryferyjna dzielnica Pruszkowa. Pracował tam sześć lat opiekując się także dziećmi niepełnosprawnymi. Następnie znalazł się w kościele na Żoliborzu, potem w kościele Matki Boskiej Nieustającej Pomocy na Saskiej Kępie i w Kościele Wszystkich Świętych przy placu Grzybowskim.
Od 1 sierpnia 1959 roku zostaje rektorem kościoła sióstr Wizytek na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Wybrał prowadzenie mszy oraz kazania dla dzieci.
Nigdy nie należał do żadnego politycznego związku, raziła go endecja, uległ natomiast legendzie Piłsudskiego i był jego zwolennikiem.

Po wojnie wydał m.in.: "Wiersze" w 1959 roku. Na następny tomik poezji przyszło nam czekać do 1970 roku. Był nim "Znaki ufności" "Zeszyt w kratkę". W 1973 roku ukazują się: "Rozmowy z dziećmi i nie tylko z dziećmi". W 1980 roku: "Niebieskie okulary", w 1983 roku: "Który stwarzasz jagody", w 1986 roku: "Na osiołku" "Nie przyszedłem pana nawracać", a także "Wiersze 1939-85". W 1989 roku ukazuje się tomik "Sumienie ruszyło", w 1991 "Niecodziennik", w 1992 roku "Nie martw się" oraz "Wiersze" rok później.
Jego wiersze gościły na łamach wielu czasopism. W latach 1946-1952 i 1957-1997 miał miejsce coroczny druk jego poezji w "Tygodniku Powszechnym". Drukowane były również w: "Akcencie", "Kulturze", "Liście", "Literaturze", a także w piśmie "Poezja", "Polonistyka", "Twórczość", "W Drodze", "Więź", i w dzienniku "Rzeczpospolita".
Twardowski jest laureatem wielu nagród i odznaczeń. Pierwszą z nich, Nagrodę im. Brata Alberta za wybitne osiągnięcia w dziedzinie sztuki sakralnej, otrzymał w 1978 roku.
Jego popularność jako poety jest bardzo duża i wciąż rośnie. Dziś, jako autor poetyckich bestsellerów, jest chętnie wydawany, a przede wszystkim, co budzi podziw - czytany.
Wiersze stały się popularne nie tylko w kraju, ale również za granicą, doczekały się przekładu na wiele języków.
Ks. Twardowski jest najwybitniejszym przedstawicielem poetów kapłanów. Nastrój poezji nawiązuje do tradycji franciszkańskiej, której najważniejszym przesłaniem jest miłość do Boga, ludzi i świata. Wszechobecny zachwyt nad przyrodą i prawami rządzącymi tym światem stworzonym przez Boga wpaja się w każdą strofę jego poezji tak jak współczucie dla chorych i cierpiących.

Jego utwory są przeznaczone dla dzieci, młodzieży, oraz dorosłych. Woli jednak pisać dla dzieci. Przeznaczył dla nich m.in. Zeszyt w kratkę, Patyki i patyczki, Kasztan dla milionera, Dwa osiołki, Kubek z jednym uchem. Chce prostym językiem bez zbędnego patosu wyjaśnić dzieciom Ewangelię co nie znaczy, że są to utwory wyłącznie dla dzieci.
" Najchętniej piszę dla dzieci. To moja ulubiona i najważniejsza twórczość. Ja ksiądz wieżę Panu Bogu jak dziecko...Fascynuje mnie dziecięcy sposób patrzenia. Dziecko jest pełne ufności do świata. Ma bowiem jasną świadomość, że istnieje ktoś większy i mocniejszy od niego. To bardzo piękne zachować dziecięcą ufność przez całe życie.. Dziecko zdolne jest do zauważenia tego co najprostsze. Uczy jak dostrzegać dobro na świecie. Tylko dzieciom wolno zadawać pytania zasadnicze. Później ten przywilej pozostawiamy jedynie filozofom. Stąd na co dzień filozofią zajmują się małe dzieci i ci nieliczni dorośli, którzy zachowali duszę dziecka."
Dlatego książki dla dzieci są także właściwą lekturą dla dorosłych. Można tu przytoczyć słowa Ks. Twardowskiego " przejrzeć się w dzieciństwie jak w źródle" i pamiętać, aby "Nie zmącić źródlanej wody"
Sam stwierdza, że pisze tylko podczas wakacji, kiedy odrywa się od wszystkiego i odpoczywa. Pisanie wierszy jest dla niego szukaniem kontaktu z drugim człowiekiem, jest to także swoistym rodzajem rozmowy z Bogiem,. Czytają go wszyscy: od najmłodszego do najstarszego i nikt nie pozostaje obojętnym na niezwykłą filozofię wpisaną w jego utwory.
W poezji ks. Twardowskiego gości często humor a jego wiersze zwykle mają pogodny charakter. Nie można w nich odnaleźć najmniejszej nici pesymizmu i sceptycyzmu filozoficznego. Można powiedzieć, że wiersze te nie wpisują się w tradycję liryki religijnej rozumianej jako osobista modlitwa do Boga lub rozważanie zagadnień z pogranicza filozofii i teologii przez co są zrozumiałe i trafiają do szerokiego kręgu czytelników.
W miejsce abstrakcyjnych rozważań wpisuje prostą wiarę i zaufanie do Boga jako jedynej prawdziwej miłości.


Mrówko ważko biedronko

Mrówko co nie urosłaś w czasie wieków
ćma od lampy do lampy
na przełaj i najprościej
świetliku mrugający nieznany i nieobecny
koniku polny
ważko nieważka
wesoło obojętna
biedronko nad którą zamyśliłby się
nawet papież z policzkiem na ręku

człapię po świecie jak ciężki słoń
tak duży, że nic nie rozumiem
myślę jak uklęknąć
i nie zadrzeć nosa do góry


Wiersz "Mrówko ważko biedronko" pokazuje pokorę. Twardowski przywołuje drobne stworzenia. Na ich tle człowiek może wydawać się o wiele wartościowszą istotą. Tak jednak nie jest, gdyż takie wyróżnianie może prowadzić do zbytniej pewności siebie i pychy
("człapię po świecie jak ciężki słoń/ tak duży, że nic nie rozumie") Wobec całego stworzenia życie ludzkie jest naprawdę drobnostką ("niespokojne i malutkie") Należy więc wobec świata przyjmować pokorę("myślę jak uklęknąć/i nie zadrzeć nosa do góry")

Wiara Zdziwienie

Boże broń wiary prostych ludzi
nie wyuczonej na lekcjach
nie przepytanej i sprawdzonej że w sam raz
rodzącej się jak lew na złość wszystkim innym kotom
od razu z otwartymi oczami
zdziwionej od początku do końca
jak psiak co nie wie dlaczego mówi ogonem
bez retoryki stukającej kopytkiem w piekle
takiej która nie sprawdza żeby rozumieć
ale wierzy żeby wiedzieć
ze świętym Antonim od zgubionego klucza
z gromnicą na wszelki wypadek
takiej która powtarza że jeden plus jeden to trzy

bo jak dwoje to musi być i Pan Jezus

"Wiara Zdziwienie" opowiada o prostej wierze zwykłych ludzi, która nie jest wyuczona na lekcjach, nie opiera się na dowodach rozumnych("nie sprawdza żeby rozumieć")

Drzewa

Brzozo nad zbyt wieśniacza aby rosnąć w mieście
dyskretny grabie w sam raz na szpalery
jarzębino dla drozdów dzwoniących i szpaków
akacjo z której nie złote tylko białe miody
olcho co jedna masz przy liściach szyszki
głogu co chronisz gajówkę krewniaczkę słowika
jesionie co pierwszy tracisz liście zbliżając nam jesień

Poproście Matkę Bożą, abyśmy po śmierci
w każdą wolną sobotę chodzili po lesie
bo niebo nie jest niebem jeśli wyjścia nie ma


Wiersz drzewa jest apostrofą do wiejskich drzew brzozy, grabu jarzębiny, akacji, olchy, głogu jesionu. Autor wyraża się o nich w ogromnym zachwycie. To one mają być swoistym pośrednikiem między Matką Bożą a ludźmi. Są też synonimem raju ("Poproście Matkę Boską, abyście po śmierci/ w każdą wolną sobotę chodzili po lesie")

Był zawsze optymistą, do tego stopnia, że nie uwierzył w rozpoczęcie drugiej wojny światowej. Był przekonany, że do niej nie dojdzie.
Zawsze miał poczucie istnienia Boga, nigdy też nie przeżył momentu zwątpienia. Przeczucie, że widzi Boga, że z Nim obcuje, że On obcuje z jego losem towarzyszy mu do ostatnich dni. Nigdy Boga nie widział, ale dostrzega Jego działanie w tym, co się z nim samym dzieje. Jest pełen wiary w zwycięstwo dobra nad złem i to że w świecie jest więcej ludzi dobrych niż złych.

"Ja zawsze widziałem sens życia. ... Nie buntowałem się tylko dziwiłem"
Cała wielkość Boga według poety tkwi w Jego tajemniczości. Owa tajemniczość zawsze go pociągała. Nigdy jednak nie stawiał Mu pytań, nie starał się go zrozumieć, gdyż wiara jest ślepym zaufaniem Bogu i posłuszeństwem:

Nie rycz jak osioł nie drżyj jak żaba
Wytrwaj choć nie wiesz jak
Choćby się cały Kościół zwalił
Bogu się mówi - tak


Filozofia Twardowskiego opiera się na prostym stwierdzeniu, jeśli człowiek zrozumiałby Boga, wtedy Bóg przestałby być Bogiem. Tajemnice są czymś, co przerasta człowieka, ale sprawiają, że świat jest ciekawy. Poeta jest przekonany, że cierpienie ma sens, jest potrzebne dla naszego dobra. Wierzy w istnienie sprawiedliwości Bożej. Polega ona na nierówności, która sprawia, że ludzie są sobie nawzajem potrzebni. Dla księdza Twardowskiego miłość jest dowodem na istnienie Boga. Miłość wymaga cierpliwości, jest wielką uwagą poświęconą drugiej osobie. Świadczą o tym jego słowa:
"Ktoś powiedział, że miłość jest bezinteresownym oddaniem się komuś drugiemu. Ale miłość jest pokorą. Uczy wsłuchiwania, nie gniewa się, przebacza, nie zniechęca się mimo upokorzeń. W miłości nawet zadany ból, choć jest bólem, to leczy i pomaga. Jest jednym z cierpień. Chociaż jest szczęściem - na ten paradoks nie ma rady"
Do miłości według poety podobna jest wiara, jest to ciągłe szukanie, ciągłe wątpliwości, niepokój, rozdarcie. Największym dramatem człowieka jest to, że przestaje kochać. Radzi więc kochać do końca życia, nie szukając nawet wzajemności. Miłości trzeba się uczyć, podobnie jak trzeba się uczyć tolerancji, która jednak nie może być bezkrytyczna, gdyż wtedy staje się niebezpieczna. Tę prostą filozofię życiową, ale jakże piękną, można odnaleźć we wszystkich wierszach Jana Twardowskiego, laureata Order Uśmiechu.


W elementarzu księdza Twardowskiego czytamy: "Nie bardzo zdolny do pisania wierszy patriotycznych zrozumiałem, że mam pisać o Bogu - i to jest religijna liryka. ...Piszę językiem niedzisiejszej poezji i niedzisiejszej krytyki literackiej. Lubię wiersze serdecznie niemodne i szczęśliwie zapóźnione. Tęsknię za humorem, który uczy pokory, pozwala śmiać się z samego siebie, ratuje od patosu, tak bliskiego dawnej poezji religijnej, pozwala spojrzeć nawet z uśmiechem na dramat."
Poezję księdza możemy nazwać życiopisaniem. Są to czasem utwory mające formę notatek robionych niekiedy na gorąco, pod wpływem dopiero co zakończonych rozmów, doświadczeń, obserwacji, są jakby zapisem intymnej modlitwy, zamyśleniem. Wiara Twardowskiego nie jest jednak pozbawiona pytań i problemów - człowiek przecież odczuwa potrzebę wiary i jednocześnie rozmija się z nią.
Wiersze te należy czytać przez pryzmat osoby twórcy - człowieka skromnego, pochylonego nad ludzkim losem, solidarnego z każdym ludzkim cierpieniem i dogłębnie urzeczonego życiem. Mówią o sprawach najważniejszych w ludzkim życiu. Są nimi wiara, miłość, nadzieja, cierpienie, śmierć, samotność. Autor uchyla się od moralizowania, spekulacji teologicznych, dewocji, każdy wiersz jest raczej zaproszeniem do rozmowy, do spotkania z drugim człowiekiem. Warto tu zacytować wiersz noszący tytuł:



Wyjaśnienie

Nie przyszedłem pana nawracać
zresztą wyleciały mi z głowy wszystkie mądre kazania
jestem od dawna obdarty z błyszczenia
jak bohater w zwolnionym tempie
nie będę panu wiercić dziury w brzuchu
pytając co pan sądzi o Mertonie
nie będę podskakiwał w dyskusji jak indor
z czerwoną kapką na nosie
nie wypięknieję jak kaczor w październiku
nie podyktuję łez, które się do wszystkiego przyznają
nie zacznę panu wlewać do ucha świętej teologii łyżeczką

po prostu usiądę przy panu
i zwierzę swój sekret
że ja, ksiądz,
wierzę Panu Bogu jak dziecko


Język utworów Twardowskiego cechuje prostota, zwięzłość i humor. Prostoty nauczył się podczas pracy z dziećmi specjalnej troski w myśl zasady "mniej znaczy więcej". Przyczyniła się do tego pewna anegdota. Niegdyś, a było to za czasów studenckich księdza, podczas jednego z zebrań zapytano Karola Irzykowskiego o to, które dzieło jest lepsze, gdy mamy do czynienia z dwoma wspaniałymi. Ten odpowiedział, że krótsze. Ten fakt na zawsze odcisnął swoje piętno na poezji Twardowskiego. Spójrzmy na wiersz:



Nic

Jakie to dziwne
tak bolało
nie chciało się żyć
a teraz takie nieważne
niemądre
jak nic


Niewiele słów a ile treści mieści się w tych kilku wersach tak prosto sformułowanych. Właściwie nie wymagają żadnego komentarza, mówią same za siebie.
Pewne osobiste przeżycie z kolei skłoniło poetę do pisania o bogu z humorem. Kiedyś uczestniczył bowiem w spotkaniu poświęconym recytacji wierszy religijnych. Oprócz wzruszenia pojawiło się też zmęczenie nadmiernym patosem przekazu, podniosłością tekstów. Tedy zrodził się pomysł na pisanie wierszy religijnych, które potrafią rozweselić ludzi. Humorem stara się załagodzić, rozładować dramat, oswoić z przemijaniem, np. w wierszu:


Usłyszane zapomniane

Drzwi zadrżały - kto to?
- śmierć
weszła drobna malutka z kosą jak zapałka
zdziwienie. Oczy w słup
a ona
- przyszłam po kanarka


Sprawy trudne przybliża poprzez wyrażanie się w paradoksach. Wzorował się zapewne na literaturze baroku i przede wszystkim na Piśmie Świętym. Jest to według poety jedyny język, którego należy używać mówiąc o Bogu. Sam Bóg wypowiada się przecież językiem nielogicznym dla naszej logiki, np. jeden Bóg w Trójcy Świętej, Bóg w osobie Jezusa stał się człowiekiem.
Konieczność doświadczania cierpienia Poeta wyjaśnia w wierszu:


Kiedy mówisz
Aleksandrze Iwanowskiej

Nie płacz w liście
nie pisz że los ciebie kopnął
nie ma sytuacji na ziemi bez wyjścia
kiedy Bóg drzwi zamyka --- to otwiera okno
odetchnij popatrz
spadają z obłoków
małe wielkie nieszczęścia potrzebne do szczęścia
a od zwykłych rzeczy naucz się spokoju
i zapomnij że jesteś gdy mówisz że kochasz


"Małe wielkie nieszczęścia potrzebne są do szczęścia" - poprzez ten paradoks uświadamiamy sobie, że każde nasze nieszczęście, które przeżywamy na miarę wielkiej tragedii, jest niczym w obliczu wieczności. Musieliśmy go doświadczyć, ono było nam potrzebne dla naszego dobra. W życiu człowiek często rozpacza i buntuje się przeciwko temu, co go spotkało, a potem ze zdumieniem widzi, że to dobrze, iż tak właśnie się wydarzyło, że w tę stronę obrócił się jego los. Bóg nigdy nie zostawia nas bez swojej pomocy, przecież "kiedy Bóg drzwi zamyka - to otwiera okno". Bardzo ważny jest ten ostatni wers tego utworu. Mówi bowiem o tym czym, jest miłość, że jest wielką uwagą poświęconą drugiej osobie, oddanie siebie innej osobie, wyzbyciem się egoizmu. Jest to najważniejsze przesłanie płynące z wierszy tego niezwykłego człowieka.
W widzeniu rzeczywistości przez Twardowskiego uwidacznia się zasada: w tym co nieważne, odkryć coś ważnego, w tym co niepotrzebne - coś potrzebnego, co nieświęte - świętego. Z takiego spojrzenia zrodziły się intencje - wydobyć i odczytać sens niewidzialnego, z zaskoczenia pobudzić do refleksji. Dostrzeganie paradoksów jest, według Twardowskiego, jedyną drogą do po-godzenia się z wewnętrzną sprzecznością otaczającej człowieka rzeczywistości.
Można tu przytoczyć wiersz:


Sprawiedliwość

Gdyby wszyscy mieli po cztery jabłka
gdyby wszyscy byli silni jak konie
gdyby wszyscy byli jednakowo bezbronni w miłości
gdyby każdy miał to samo
nikt nikomu nie byłby potrzebny

Dziękuję Ci że sprawiedliwość Twoja jest nierównością
to co mam i to czego nie mam
nawet to czego nie mam komu dać
zawsze jest komuś potrzebne
jest noc żeby był dzień
ciemno żeby świeciła gwiazda
jest ostatnie spotkanie i rozłąka pierwsza
modlimy się bo inni się nie modlą
wierzymy bo inni nie wierzą
umieramy za tych co nie chcą umierać
kochamy bo innym serce wychłodło
list przybliża bo inny oddala

nierówni potrzebują siebie
im najłatwiej zrozumieć że każdy jest dla wszystkich
i odczytywać całość


Znajdujemy tu kolejny paradoks: nierówność jest sprawiedliwością. W naszym życiu często zazdrościmy innym tego, co mają, a tymczasem trzeba by się zastanowić, co by było, gdyby wszyscy byli jednakowi, gdyby obdarzono ich tym samym. Wtedy świat byłby straszny, ludzie oddaliliby się od siebie stając się samowystarczalni. Nikt nikogo by nie potrzebował. Owa nierówność sprawia, że czujemy się potrzebni. Możemy komuś ofiarować to, czego on nie ma. I nie chodzi tu bynajmniej tylko o materialne rzeczy, ale także o te duchowe. Ta świadomość pomaga nam w chwilach zwątpienia, gdy nam się wydaje, że jesteśmy bezużyteczni, niepotrzebni nikomu.

Ksiądz Twardowski zachwyca się otaczającym go światem: jego kolorami, dźwiękiem, zapachem, różnorodnością przyrody. Patrzy z podziwem na wszelkie jej formy niczym św. Franciszek z Asyżu. W swoich wierszach operuje humorem, konkretami takimi jak barwa, kształt, ruch, np. w wierszu:

Przestroga

Poziomka punktualna w połowie czerwca
gawron doświadczony odlatuje na zachód
storczyk obuwik trepek królewny
grzyb zajączek i świniak
dzwoniec z podbrzuszem żółtym latem pięknie zielony
jeszcze czerwone rydze
w październiku brązowe podgrzybki
nie klnij do ciężkiej cholery
bo świat niebrzydki


Równie piękny jest wiersz zatytułowany Podziękowanie

Podziękowanie

Dziękuję ci że nie jest wszystko tylko białe albo czarne
za to że są krowy łaciate
bladożółta psia trawka
kijanki od spodu oliwkowozielone
dzięcioły pstre z czerwoną plamą pod ogonem
pstrągi szaroniebieskie
brunatnofioletowa wilcza jagoda
złoto co się godzi z każdym kolorem i nie przyjmuje cienia

policzki piegowate
dzioby nie tylko krótkie albo długie
przecież gile mają grube a dudki krzywe
za to
że niestałość spełnia swe zadanie
i ci co tak kochają że bronią błędów
tylko my chcemy być wciąż albo - albo

i jesteśmy na złość stale w kratkę

Czyż można piękniej wyrazić zachwyt nad światem, nad dziełem Bożym, które jest doskonałe, do końca przemyślane i tak różnorodne? Jest w nim miejsce na naszą ludzką niedoskonałość. Otrzymaliśmy wolną wolę i my dokonujemy wyborów toteż często popełniamy błędy, ale myślimy i staramy się je naprawić. Podejmowane próby zbliżają nas do Boga. Droga ta jest trudna "przez ogień".

Bóg jest nieskończenie wielki, wszechmogący, a jednak "nie wszystko może/skoro cierpliwie sam prosi o miłość", jak pisze poeta w wierszu "Wszystko ważne". Nie zmusza człowieka do niczego, cierpliwie czeka aż ten sam przyjdzie do Niego, by mu zaufać stając się dla człowieka partnerem w rozmowie. "Wszędzie jest a jednak nie widać (...)wszystko mając nic dla siebie nie ma", to kolejne paradoksy, tym razem pochodzące z tekstu wiersza "Pokorny"

Wszystko ważne

Wszechświat Go nie ogarnie
a zmieścił się w żłobie
Wszechmogący a nie wszystko może
skoro cierpliwie sam prosi o miłość
bliski a taki jakby go nie było
poważny bo tak mądry że cieszyć się umie

Bywa że w czasie procesji chlapa niepogoda
ksiądz biskup zmókł jak kaczor
nawet mimochodem ktoś pomyśli
że chciałby uciekać na wodę
nie gorsz się
wszystko ważne pośród rzeczy wiecznych
uśmiech Boga to łaska co rozumie śmiesznych
w świecie w którym świat się świata boi
ukryj mnie w spokoju paradoksów Twoich


Jan Twardowski traktuje dzieci z powagą i szacunkiem. Uczy się od nich wrażliwości, szczerości, prostoty, zaciekawienia i podziwu dla świata. Imponuje mu moc dziecięcej wiary. Bardzo duża część twórczości związana jest z dziećmi, wynika to z przekonania, że dziecko w sposób naturalny jest poetą, gdyż wierzy w Boga nie w swoje siły. Autor zwraca się do człowieka poszukując w nim dziecka i jednocześnie stara się w każdym człowieku go wyzwolić, powołać niejako do życia na nowo.
Najwięcej miejsca w poezji Ks. Twardowskiego zajmuje miłość, która jest istotą człowieczeństwa. Przykładem jest utwór
"Śpieszmy się kochać"

Śpieszmy się kochać
Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
zostaną po nich buty i telefon głuchy
tylko to co nieważne jak krowa się wlecze
najważniejsze tak prędkie że nagle się staje
potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy
kiedy myślimy o kimś zostając bez niego
Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna
zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście
przychodzi jednocześnie jak patos i humor
jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej
tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu
jak dźwięk trochę niezgrabny lub jak suchy ukłon
żeby widzieć naprawdę zamykają oczy
chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzeć
kochamy wciąż za mało i stale za późno
Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze
a będziesz tak jak delfin łagodny i mocny
Śpieszmy się kochać: ludzi tak szybko odchodzą

i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą
i nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości
czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą


"I chociażbym miał dar proroctwa/ i znał wszystkie tajemnice/ i umiejętność wszelką, (...)/ tak iżbym góry przenosił,/ a miłości bym nie miał:/ niczym jestem" to najpiękniejsze, a zarazem najbardziej prawdziwe ze wszystkich słów o najpotężniejszym z ludzkich uczuć. Pytanie o naturę miłości należy do najstarszych, jakie stawia przed sobą człowiek. Ujmując jej istotę w swym "Hymnie o miłości" św. Paweł z Tarsu daje jednocześnie wyraz głębokiej refleksji, jakiej wymagało od niego dążenie do pojęcia, co naprawdę oznacza uczucie, bez którego nie jest się już nawet "nikim", ale "niczym", jak podkreśla to "apostoł pogan" w pierwszym z list ów do Koryntian. Na wskroś uniwersalna i ponadczasowa prawda zeń bijąca od dwudziestu z górą stuleci wskazuje człowiekowi drogę do osiągnięcia wewnętrznego bogactwa i duchowej spójności, stanowiąc zarazem źródło refleksji nad esencją każdego ludzkiego życia. Do słów św. Pawła w sposób niezwykle poruszający powraca ks. Jan Twardowski, w chwytającym za serce, dedykowanym Annie Kamieńskiej utworze "Śpieszmy się kochać". Poeta odnowiciel konwencji liryki religijnej poprzez wiersz ten odwołuje się do trudnego problemu przemijania, wiążąc go z ideą miłości i miłosierdzia. Najbardziej ludzki z duchownych, który całe życie złożył w ofierze człowiekowi, we wspomnianym utworze realizuje swój niezwykły program ideowy: "kochać, słuchać, obejmować". Patrząc na człowieka przez pryzmat uobecnionego weń Boga, ksiądz Twardowski miłość bliźniego uznaje za wartość o najwyższym priorytetowym wymiarze. Idea prostej mądrości, której hołduje "ten od głupich dzieci", jak z nut ą goryczy mówi o sobie poeta w jednym z utworów, odsuwa od jego literackiego dorobku surowy katolicki instytucjonalizm, co czyni księdza Twardowskiego bliskim sercu czytelnika, a zarazem prawdziwym autorytetem moralnym.
"Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą" - to pierwsze słowa liryku, które stanowiąc zarówno wstęp do rozważań o kondycji współczesnego człowieka, jak i zwieńczenie utworu, budują jego klamrę kompozycyjną. Stwierdzenie to urasta dziś do rangi aforyzmu, którego sens tkwi głęboko w sercach wielu z nas, czy to jako wyrzut sumienia, czy też życiowe przykazanie. Zdawałoby się, że ksiądz Twardowski nie odkrywa przed odbiorcą niczego nowego, ale przypomina o tym co najważniejsze.
Miłość i śmierć to odwieczni antagoniści, prowadzący ze sobą walkę niczym uosobione Dobro i Zło. Walkę, którą trafniej byłoby nazwać karkołomnym wyścigiem. Jej obraz przedstawia ksiądz Twardowski w sposób nie-zwykle sugestywny, aczkolwiek zaskakująco nowatorski. Problem przemijania i śmierci w wierszu
" Śpieszmy się" służy bowiem poecie do uwypuklenia ogromnej duchowej i moralnej wartości człowieka, podkreślenia, jak cenna jest międzyludzka więź. "Odejście" drogiej osoby, którym to eufemizmem duchowny posługuje się w swym utworze niejednokrotnie, utożsamia z poczuciem przytłaczającej pustki i bólu, które przychodzą wraz z jej śmiercią. Autor podkreślając poetycką wartość prostoty słów, buduje przejmujący obraz ludzkiego wnętrza, koncentrując uwagę czytelnika na słowach kluczach, którymi czyni pojęcia ciszy, czystości czy rozpaczy. Obdarzając je zabarwieniem emocjonalnym ("cisza nie-znośna", "telefon głuchy") uwypukla ekspresję uczuć "ja" lirycznego, wprowadzając odbiorcę swej poezji w nastrój smutku, głębokiej refleksji i zadumy, które stanowią punkt wyjścia dla zgłębienia wymowy utworu.
"(...) tylko to co nieważne jak krowa się wlecze" to wymowne porównanie unaocznia błahość wszystkich codziennych problemów i spraw, pochłaniających życiową energię człowieka. Otaczając się wirem wydarzeń, niejednokrotnie uciekamy od tego, co "najważniejsze" i "tak prędkie że nagle się staje". Tym samym pozo-stajemy obojętni czy też zaskoczeni tym, co nagłe, choć przewidywalne, z czego trudno jest zdać sobie sprawę. Powyższe wersy odkrywają przed czytelnikiem wielką prawdę. Obraz życia, który z niego wypływa, naznaczony jest smutną refleksją o duchowej i uczuciowej krótko-wzroczności człowieka, dla którego materialność jest ważniejsza. Później przychodzą wyrzuty sumienia, kiedy jest już za późno i jak pisze ksiądz Twardowski, "myśli-my o kimś zostając bez niego". Dwie kolejne strofy przynoszą pouczenie, swoistą receptę na życie wartościowe. Zapraszając odbiorcę do swego rodzaju wspólnoty, włączając go w rozważania o egzystencjalnych zagadnieniach, wskazuje, jak błędna jest postawa człowieka wobec jego własnego życia. Podkreśla wagę ciągłego budowania międzyludzkich więzi miłości i współczucia, od których często przecież uciekamy, co w kontekście rozpoczynającego wiersz aforyzmu stanowi rozwinięcie myśli o konieczności niesienia miłosierdzia w każdej chwili naszej egzystencji. "Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna/ zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście" uczy ksiądz Twardowski wskazując, że nietrudno ulec mylnemu przeświadczeniu o nieskończoności czasu. To właśnie uparte trwanie w owej nieświadomości bywa źródłem postępującego w nas "od wrażwienia", które staje się wewnętrzną pustką i uczuciową zatwardziałością. "Pewność niepewna", jakby dla podkreślenia głębokiego znaczenia zawartej w drugiej strofie wiersza myśli, stanowi to pułapkę dla nas, która zamyka nam oczy na prawdę o życiu kruchym i ulotnym, "marności", dlatego musimy wypełnić wszystko miłością. Rozważania te służą autorowi wiersza "Śpieszmy się" jako punkt wyjścia do kontemplacji zjawiska śmierci. Utwór prezentuje czytelnikowi jej obraz, uwypuklając nieuchronność i nagłość, z jakimi następuje najtrudniejsze z ludzkich do świadczeń."(...) tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu/ jak dźwięk trochę niezgrabny" z opisu tego bije przejmujący smutek, niesprecyzowana tęsknota. Przytoczone porównania, budujące wizerunek śmierci w utworze, prowadzą odbiorcę do przeświadczenia o jej w pełni zgodnym z naturą charakterze. Schyłek ziemskiej egzystencji nie niesie tu ze sobą pierwiastka zła. Staje się zatem jasne, że nie pragnie skupić uwagi czytelnika na okrucieństwie śmierci, ale wskazać, że problem tkwi w samej ludzkości. Dla duchownego, bowiem odejście ze świata żywych nie może być wyrokiem. Śmierć odgrywa dla poety rolę bramy do prawdy, co on sam przyznaje, mówiąc w wierszu o ludziach umierających poprzez metaforyczne stwierdzenie: "żeby widzieć naprawdę zamykają oczy". "(...) większym ryzykiem rodzić się niż umrzeć" kontynuuje swe rozważania w kolejnym wersie wskazując, że człowiek niejednokrotnie czyni życie drugiego trudniejszym od śmierci. Z tego też powodu postrzegamy śmierć, jako największą dla miłości prze-szkodę. Ale to człowiek w swej ślepocie nie potrafi dostrzec stojącej obok drugiej osoby, czekającej, by być przezeń kochaną. Kiedy przetrze się mgła codziennych spraw, dostrzegamy od dawna oczekującą miłość tyle, że wtedy kończy się nasz czas. Jak uczy duchowny - poeta: "kochamy wciąż za mało i stale za późno".
Ksiądz Twardowski nie stawia jednak czytelnika przed problemem, pozostawiając go samemu sobie, ale wskazuje najprostszą drogę wyrwania się zmroków obojętności. Ucząc, iż
" szczęście to miłość plus praca", apeluje do odbiorcy, aby otwarłszy swe serce, nauczył się kochać, a trwając wniesieniu miłości i miłosierdzia dawał przykład człowieczeństwa. Uparte trwanie w dobru, apel do drugiego człowieka poparty czynami warte będą więcej niż epizodyczna "miłość bliźniego". Zrodzą one owoce trwałe, jak pisze poeta: "raz na zawsze".
"Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą/ i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą" ten paradoks, zbudowany na grze słów, to wprowadzenie do, różniącej się nieco kontekstowo od pozostałych strof, czwartej części wiersza. Dalsze rozważania nad istotą i wartością miłości odkrywają przed czytelnikiem nowe, zdawałoby się, prawdy. Okazuje się, że "odejście" eufemistycznie ujęte pojęcie śmierci nie jest jedyną pułapką ucinającą międzyludzką więź czy też odbierającą szansę na jej zaistnienie. Również "odejście" fizyczne, dosłowne, niejednokrotnie przerywa ciągłość uczuciowych relacji. Życie zaskakuje, powodując w nas poczucie niepowetowanej straty. Znów jedynym lekarstwem pozostaje miłość, psychiczna wspólnota z innymi "(...) i nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości/ czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą" stwierdza poeta w końcowym dwu wersie utworu "Śpieszmy się", zapraszając czytelnika do osobistej refleksji nad istotą najpiękniejszego z ludzkich uczuć. Mówiąc o miłości zawsze bowiem warto zadać sobie pytanie o jej rzeczywisty wymiar, choćby nawet wydawało się to nieco wyrwane z kontekstu. Niezwykle trudno zgłębić metafizyczny sens miłości, stwierdzić, czy rzeczywiście to właśnie ona wypełnia przestrzenie naszej duszy i serca. A jednak każde, choćby doń zbliżone uczucie, ma dla człowieka wartość, mimo że może trwać zarówno lata, jak i dni. Czasami poznajemy jej prawdziwy smak dopiero wtedy, gdy nasz czas się kończy. Poezja księdza Twardowskiego w sposób niezwykły i trafiający wprost do ludzkiego serca przenosi uniwersalne prawdy o człowieku jako kruszynie zagubionej we własnej duchowości i otaczającej ją rzeczywistości. Wiersze duchownego artysty prezentują obraz maluczkiej istoty ludzkiej, nie do końca świadomej siebie, z którym w pełni utożsamia się i on sam, ucząc jednocześnie życia wartościowego i pełnego.
Prostota języka, którym podmiot liryczny wiersza "Śpieszmy się" uczy czytelników prawd życiowych, najpełniej oddaje niezwykłą, pełną mądrości wymowę utworu i najprostszą drogą trafia do odbiorcy.
Poezja ta nacechowana jest niezwykle silną ekspresją uczuć. Biały, sylabicznie regularny wiersz
"Śpieszmy się", poprzez odrzucenie interpunkcji osiąga efekt specyficznego rozłożenia napięć intonacyjnych, co szczególnie wzmaga jego wymowę. Podobną funkcję ksiądz Twardowski nadaje epitetom budującym specyficzny nastrój zadumy oraz licznym porównaniom tworzącym obrazowość przedstawionych w wierszu myśli.
"Śpieszmy się" to utwór, który współczesnemu czytelnikowi każe zatrzymać się w wirze życia, zachęca do refleksji nad rzeczywistą wartością człowieka, wreszcie wagą największej z trzech cnót kardynalnych, tworzących triadę św. Pawła - miłości, która stanowi tworzywo najcenniejszych ludzkich więzi.
Ksiądz Twardowski chce w nim wskazać, iż człowiek nie został powołany, aby pozostać samotną wyspą. Duchowny pragnie otworzyć nam oczy na wartości, które często ignorujemy, pokazać, iż to miłość jest najprawdziwszą esencją życia. Bez niej wnętrze człowieka staje się jałową pustynią, a życie przeciekającym przez palce zbiorem niemających większego znaczenia epizodów. Pozostaje jedynie żal niespełnienia, utraty bezcennej przyjaźni i szacunku, kiedy, stając w obliczu śmierci, czy nawet tylko braku drogiego człowieka, zaczynamy zdawać sobie sprawę, jak bardzo mógł skrzywdzić go nasz brak wrażliwości.
O czym by nie pisał ksiądz Twardowski, a nie unikał żadnych Tematów, także tych drażliwych, do-chodzi zawsze do miłości. Do miłości, której się szuka, bo albo ona jest, albo jej nie ma.
Jak mówił:
"Nie ma ludzi idealnych? Nie. Jest to nie-możliwe, absurdalne. Piękne i wzruszające jest natomiast to, że człowiek grzeszny stara się wciąż wracać do Boga(...)Żeby kogoś nawrócić najpierw trzeba siebie samego nawrócić. Wciąż bowiem coś nas od boga oddala, nie tylko grzech. Także codzienne zajęcia, nastroje, problemy, ciągle musimy się starać by to wszystko nie pochłonęło nas całkowicie. I to jest nawracanie się do Pana Boga"

"Ja staram się widzieć Boga w każdym człowieku (...) przecież widzę jak ludzie się naprawiają - podział na wierzących i niewierzących w gruncie rzeczy jest sztuczny. Nikt nie wie jak jest naprawdę (...)"

"Zdarzyło się, że recenzenci omawiając moje wiersze pisali o dialektyce, antynomiach, Pascalu, Heraklicie, Heglu - przeraziłem się. Otworzyłem tom moich wierszy i przeczytałem: polna myszka siedzi sobie, konfesjonał ząbkiem skrobie - kto bibułę buchnie, temu łapa spuchnie - siostra Konsolata, bo kąsa i lata - i uspokoiłem się".

"Cokolwiek nas spotyka pochodzi spoza nas. Będzie jak ma być...(...) W naszym życiu nie ma przypadków, przypadkowych spotkań. Ludzie do nas przychodzą, o coś pytają, czegoś potrzebują. Każdego z nich przyprowadza Bóg. (...) Myślę, że nie trzeba szukać odpowiedzi do końca. Jest to człowiekowi po prostu niepotrzebne. Nie ma sensu podglądanie tajemnic. Bóg to przecież wielki artysta. Bóg niedomówień. Artysta nie może dopowiadać do końca. Bogu nie stawia się pytań: dlaczego?. Dopiero życie wieczne będzie polegało na odkrywaniu tajemnic. To co przychodzi spoza nas to jest właśnie wola Boga.

" Ludzie pytają mnie często: co jest najważniejsze w życiu? Odpowiadam - najważniejsza w życiu jest miłość. (...)

"Pisałem przez cały czas dla siebie i nagle okazało się, że jest to potrzebne i ciekawe dla innych".


Myślę, że te słowa nie potrzebują komentarza i są prawdziwym sednem życia i spotkania z księdzem Janem Twardowskim w czasie jego i naszej pielgrzymki po tym świecie.
A oto ostatni jego wiersz podyktowany przeddzień swojego odejścia:

"Zamiast śmierci
racz z uśmiechem
przyjąć Panie
pod Twe stopy
życie moje
jak różaniec".





Strona główna | O autorze | Informacje | Ulubieni Poeci | Recytacje | Album | Kontakt | Mapa witryny


Podmenu:


Leszek Mieszczak | mieszczak@mieszczak.comze.com

Powrót do treści | Wróć do menu głównego